Blok 11 – raj dla zdrajców politycznych.
październik 2, 2007
Polityczna swawola zatacza coraz większe kręgi. Co włączam szkockie pudełko pilotem widzę zdradzieckie mordy kłapiące, mlaskające, ciamkające – czasami nawet żrące. Ich opasłe brzuchy ledwo dopinają dragońsko drogie garnitury zakupione z pewnością za moje i Twoje pieniądze. Tych co nie umieją się wysłowić albo zapuszczają lwi słowotok w gębę konkurenta prezentuje się najwięcej. A już od niepamiętnych czasów wiemy, że “kto dużo gada, ten gówno wie”. A kto gówno wie – ten oszukuje, mami większość nieoczytanego społeczeństwa i jest święcie przekonany, że mu wierzą. I ma rację. Podobnie jak z lekarzem – jeśli jeden magik rodzinny chce nas leczyć na wszystkie dolegliwości to lepiej iść do wróżki Samanty by wahadełkiem spadała ciśnienie a wskazaniem różdżki zapewniła o czyściutkiej wątrobie.
Za Adolfa Hitlera w XX wieku za zdradę, korupcję, złodziejstwo wróg żydowski karany był wizytą w Auschwitz-Birkenau a dokładnie w jego najstraszniejszym miejscu – bloku 11. Dlaczego teraz tak samo nie postąpić z szarlatanami politycznymi? Przecież z tego co się orientuję wszystkie piece tudzież inne maszyny bez problemu dałyby sobie radę z polityczną hołotą. Powiem więcej: “terapia oczyszczania” trwałaby o wiele krócej, gdyż polityków żyje w Polsce mniejsza liczba niż w czasach przeszłych Żydów. Ze znalezieniem ludzi problemu by nie było. Bo kto nie chciałby wrzucić własnoręcznie do piecyka Kalksteina, Stolzmana, Lewartowa, Szechtera, Ziobrę. Pozostaje więc Panowie i Panie brać łopaty w dłoń i zaczynać robotę. Spokojnie, nie pchać się – dla wszystkich starczy!